Bóg sprzymierzył się z działami - felieton

September 1, 2017

Sonia Stępień

Religia. Zjawisko, które z założenia powinno łączyć i uszczęśliwiać, dawać nadzieję i przeciwdziałać lękom. Wizja równie piękna, jak utopijna. Rzeczywistość od wieków rzuca się do gardeł tym, którzy żyją owym złudzeniem. W Polsce religia dzieli i rodzi konflikty. Jesteśmy państwem tysięcy kościołów, krzyży w urzędach i mszy na świeckich imprezach, ale nie jesteśmy państwem wyznaniowym. Przynajmniej teoretycznie. Obserwując sytuację w krajach arabskich stwierdzam jednak, że nie powinniśmy narzekać.

 

Były czasy, gdy chrześcijanie mordowali w imię litościwego Boga, który nakazywał miłować bliźniego swego. Ostatecznie zaczęliśmy wychodzić z tego ciemnogrodu, choć zacofanie i dewocja wciąż są obecne w wielu społeczeństwach. Zdaje się jednak, że im dalej na wschód, tym gród ciemniejszy. Krucjaty to nie domena średniowiecza, one wciąż funkcjonują, choć pod inną nazwą i z ramienia innej wiary. Dzisiaj działają w odwrotną stronę, ale zasady pozostały te same: wytępić innowierców, szerzyć religię jedyną i najprawdziwszą, a dobry bóg wynagrodzi wysiłki w zaświatach.

 

Święta wojna. Czyż to wyrażenie nie powinno znaleźć się w słowniku, pod hasłem „oksymoron”? Niestety epitet z kart książki wyszedł na ulice Iraku i Syrii, i to uzbrojony w karabiny. Jego podstawą jest aktualnie Państwo Islamskie, prężnie działające w ramach pomnażania sobie podobnych fanatyków. Prawda jest taka, że islamu nie poszerzają, a zabijają tych, którzy nie są równie gorliwi. A może to jednoznaczne? W końcu poprzez likwidowanie nie-islamistów, odsetek islamistów rośnie. Chyba o to chodzi, prawda?  

 

Silna wiara skłania dżihadystów do przemocy i „wielkich poświęceń”, nawet samobójstwa (przy okazji zamachu, naturalnie). Z tego powodu, jedynymi rzeczami, które tak naprawdę rozpowszechniają na świecie, są terroryzm i śmierć. Oczywiście to nie tak, że wszyscy wyznawcy islamu są radykalistami, ale lawinowo pojawiające się w sieci nagrania masowych egzekucji, wykonywanych przez ISIS na bezbronnych osobach, skutecznie przyszywają tej religii łatę zbryzganą krwią i posoką.

 

To nie o boga chodzi. To nie dla niego ta rzeź. Bóg w Koranie nie torturował, nie grabił i nie gwałcił. Tu chodzi o to, co zawsze. O władzę. O powiększanie zasięgu swoich wpływów. Co za różnica, czy to w imię religii, czy ideologii. Efekt jest ten sam. Czym różni się ta wojna, od nazistowskich poczynań podczas II wojny światowej? Wychodzi na to, że tylko czynnikiem inicjującym. Reszta pozostaje jednaka. Tysiące trupów nie pytają morderców o inspirację.

 

Już wiemy, że na pokrętny i nieobliczalny tok myślenia tych ludzi nie da się wpłynąć, bo ich działania miast słabnąć, przybierają na sile. Inne kraje przez długi czas przyglądały się masakrom z bezpiecznego dystansu. Dopiero latem tego roku amerykańskie wojska zdecydowały się zareagować na rozwijającą się w bezspornie złym kierunku sytuację, podejmując lotniczą interwencję. Czy ktoś odważy się powiedzieć, że to działanie na poziomie samych rebeliantów? Może. Przemoc rodzi przemoc. Dobrym słowem nikt nigdy nie wygrał z szaleństwem. Szaleństwo trzeba leczyć. Najwyraźniej jedynym skutecznym w tym przypadku lekarstwem są naboje.

 Źródło: PicQuery

 

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now